Matka może więcej! I jakimś cudem zawsze się wyrabia.  Nigdy w życiu nie czułam w sobie takiej siły jak teraz, nigdy też wcześniej nie potrafiłam w tak doskonały i efektywny sposób zarządzać swoim czasem. To bycie mamą pozwoliło mi założyć bloga i zrozumieć, że dla mamy nie ma rzeczy niemożliwych – mówi w rozmowie Mama i Sport Maja Falkiewicz-Gancarz, inicjatorka akcji Mama w Ruchu i autorka bloga BeMam.pl

 

Mama i Sport: Co dla Pani oznacza bycie aktywną mamą?

Maja Falkiewicz-Gancarz: Ja sama zachęcam mamy do aktywności. W tym ujęciu mam oczywiście na myśli, prosto i dość przewrotnie rzecz ujmując: myślenie o sobie.

Bo kiedy kobieta zostaje mamą to jej rzeczywistość ulega totalnemu przewartościowaniu. Dzieje sie tak nie tylko wskutek pojawienia się maluszka i zmian hormonalnych w naszym ciele, ale również w wyniku działań społeczeństwa, które oczekuje od matki (tak niestety jest w polskich realiach) całkowitego poświęcenia. Proszę wybaczyć takie stwierdzenie, ale niestety działając w sferze matczynej ciągle obserwuję mamy, widzę jak wiele z nich zatraca się w macierzyństwie, tym samym wymagając nie tylko od siebie, ale i od innych mam, aby wyrzekły się własnych potrzeb i planów.

Pojęcia “aktywna mama” zyskuje więc tutaj zupełnie nowy wymiar. Dla mnie “aktywna mama’ to mama, która oprócz tego, że niesamowicie kocha swoje dziecko i poświeca mu czas, jest też w stanie zrobić coś dla siebie, a więc realizować się zawodowo lub spełniać po prostu swoje marzenia. Także ta, która dba o siebie, ćwiczy, dobrze się odżywia. Nigdy nie będziemy w 100% na każdym polu idealne, ale przy dobrej organizacji możemy, myśląc i dbając o innych, również zadbać o siebie. To byłaby prawdziwa i szczera aktywność, która pozwala połączyć opiekę nad dzieckiem ze znalezieniem również chwili dla siebie.

I nie jest to, bynajmniej, aktywność za wszelką cenę, bo wiele da się połączyć i zorganizować. Nawet, gdy mama jest jedyną osobą zajmującą się dzieckiem, to może razem z nim ćwiczyć, pojechać do kosmetyczki, czy do fryzjera. I to sie nawet opłaca. Bo kiedy kobieta może realizować swoje plany i zadbać o siebie, jej samopoczucie jest lepsze, a ona przenosi później tą pozytywną energie na dziecko. Chyba więc warto.

Pani synek ma rok – czy wróciła Pani do pracy?

Tak, wróciłam do pracy na początku grudnia, kiedy Adaś miał 7,5 miesiąca. Można powiedzieć – dość szybko. I faktycznie, z jednej strony tak, z drugiej nie. Dla mnie, powrót do pracy po porodzie to bardzo indywidualna kwestia. Zależy i od kobiety i od zaangażowania jej partnera, a w końcu od pracy, możłiwości finansowych i przede wszystkim dziecka. U mnie zaistniały takie okoliczności, że po prostu było to możliwe.

Mam wspaniałą pracę, w razie potrzeby mogę też pracować z domu, mój mąż mnie bardzo wspiera. Dzięki temu udaje mi się być aktywną zawodowo kobietą, realizującą się w biurze i stuprocentową, szczęśliwą mamą, gdy jestem w domu. To wszystko jest dla mnie bardzo ważne. Lubię być mamą w ruchu, zaangażowaną i dbającą o synka, ale również spełniająca się zawodowo. Dzięki temu mogę sprawdzać siebie na wiele sposobów, w różnych sytuacjach.

Jak udaje się Pani łączyć pracę, opiekę nad dzieckiem i jeszcze aktywność fizyczną?

Zwykle wtedy, kiedy nie mamy czasu, pojawiają się dobre rozwiązania. Kiedy jestem w domu spędzam 100% mojego czasu z Adasiem. Dopiero kiedy on idzie spać, mam czas na pisanie i prowadzenie bloga. W pracy staram się skupiać również całkowicie na tym co robię i efektywnie wykorzystywać czas. Nie lubię go marnować na czcze gadanie lub zbyt długie spotkania. Plotki przy kawie mnie nie interesują. I w zasadzie to samo doradzam wracającym do pracy mamom, aby w biurze były tylko pracownikami, wykorzystującym maksymalnie swój czas i nie zabierały zaległości do domu, w którym przecież mają maluszki potrzebujące ich uwagi.

A efektywność fizyczna? Obecnie preferują tą tzw. “w międzyczasie”. Codziennie jeżdżę do pracy na rowerze, 11 km w jedną stronę, a więc sama tygodniowa droga do biura to jakieś 110km. Kiedy chodzę na spacer z Adasiem, lubię biegać i ćwiczyć z wózkiem lub jeśli używamy nosidła, wyciągam kijki do nornic walking i maszerujemy. A że mój synek ma już ponad rok i uwielbia biegać, więc i na placu zabaw mam mały trening. W weekendy rano również biegam sama i wtedy mój mąż zajmuje się naszym małym skarbem. Ale nic za wszelką cenę. Po prostu wybieram takie rodzaje sportu, które mogą wykonywać w drodze do pracy lub na spacerze. Czasem zdarza mi się również poćwiczyć chwilę wieczorem lub wyjść na zajęcia do klubu, choć tutaj nie mam zbyt wiele czasu, bo zazwyczaj pracuję nad blogiem i moimi akcjami.

Jaka jest rola taty w aktywności mamy?

Bardzo ważna. Nie chodzi tylko o sport. Jedna z podziwianych przeze mnie kobiet sukcesu, operacyjna dyrektor Facebooka Scheryl Sandberg, w swojej książce zrobiła małe podsumowanie. Jej zdaniem kobiety, które odnoszą sukcesy zawodowe, mają najczęściej poukładane życie prywatne i wspierających je partnerów. Sama znam panie dyrektor wysokiego szczebla, których mężowie na pewnym etapie ich kariery zdecydowali się zostać w domu na kilka lat z dziećmi, a one dzięki temu mogły się rozwijać zawodowo. Być może dziwnie to wygląda dla społeczeństwa, które niestety przywykło do układu patriarchalnego, gdzie tato idzie do pracy, a mama jest tą która powinna zostać w domu. Czasy się zmieniły, teraz zarówno kobieta, jak i mężczyzna pracują. Często jednak oprócz pracy mama ma na głowie dom, sprzątanie, gotowanie i opiekę nad dziećmi. Nie twierdzę, że sobie nie poradzi, ale po pierwsze właśnie ze względu na tą zmianę dobrze by było, gdyby rodzicie dzielili się obowiązkami i żeby koniec końców tato potrafił wspierać mamę, w jej marzeniach, dawał jej chwilę dla siebie i tak samo jak ona zajmował się dziećmi. Bez wsparcia taty – mamie będzie bardzo ciężko. Nie możemy oczekiwać od kobiety, że będzie na każdej płaszczyźnie super – super w domu, super w pracy i jeszcze będzie do tego piękna i wysportowana. Kobieta się przeciez nie rozdwoi.  Dlatego potrzebuje wsparcia partnera.

Jak namawiać partnerów do pomocy przy dzieciach?

Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że do opieki nad dzieckiem lepiej nie zmuszać. Mimo, iż to co powiem ma większe zastosowanie w teoriach motywacji, to odnajdziemy to również w wykonywaniu rodzicielskich obowiązków. Matka niejako naturalnie po porodzie zaczyna opiekować się dzieckiem i jest to jej nieprzymuszona wola, robi to instynktownie, bo tak czuje i chce. Podobnie będzie również w przypadku ojców. Wielu z nich już zaraz po przyjściu na świat maleństwa, poczuje odpowiedzialność za nie, a co za tym idzie bez problemu przejmie część rodzicielskich obowiązków. Jeśli jednak z jakiegoś powodu tato nie włączy się, nie warto naciskać i zmuszać, nie warto też wywoływać kłótni. O wiele lepiej będzie jeśli tato zostanie z maluchem na chwilę sam i będzie musiał sobie poradzić. Inne rozwiązanie to zwykła prośba o pomoc, czy też po prostu angażowanie partnera w podejmowanie różnego rodzaju decyzji, nawet tych mniej istotnych – jak wybór łóżeczka, długość urlopu macierzyńskiego, czy dziecko pójdzie do żłobka, czy będzie mieć nianię, szczepić od razu po porodzie, czy wybrać indywidualny tryb szczepień. Niech wszystko stanie się wspólną decyzją, wtedy obie strony będą czuły się odpowiedzialne. Jeśli mama zmusza tatę do opieki, to może uzyskać efekt odwrotny do zamierzonego i albo on się wycofa, albo będzie wykonywał pewne czynności tylko dlatego, że czuje się do nich zmuszany, a nie dlatego, że tak naprawdę chce. Sedno tkwi w motywacji, dlatego warto podejmować decyzje, czuć, że są wspólne i przede wszystkim, że chcemy robić to, co robimy.

Skąd pomysł na kampanię “Mama w ruchu”? Co ona oznacza dla pani?

Ten pomysł wpisuje się niejako w tematykę mojego bloga bemam.pl. Kiedy zaszłam w ciążę postanowiłam, że zacznę pisać o tym, co my mamy możemy zrobić dla siebie. Stworzyłam taki mały koncept Analiza-Plan-Działanie, w którym najpierw zachęcam do analizowania m.in. sposobu odżywiania, stanu zdrowia, cery, aktywności fizycznej przed ciążą, w każdym z 3 trymestrów, a następnie po 3 miesiącach, 6 i 12 od porodu. Po każdej analizie powinien zostać wyznaczony cel, czyli to co chcemy zmienić i poprawić, a następnie należy podjąć konkretne działania.

Jednym z obszarów bloga bemam jest sport, który jest dla mnie receptą prawie na wszystko. Kiedy jestem zła na coś – biegam, kiedy brakuje mi pomysłów wystarczy, że przejadę się na rowerze, kiedy się stresuję – za wszelką cenę musze się poruszać i wtedy ciśnienie spada. Tak było u mnie kiedy jeszcze nie byłam mamą, a potem, gdy byłam już w ciąży. Po porodzie aktywność fizyczna stała się czymś, czego niesamowicie potrzebowałam, i co dawało i nadal dodaje mi mnóstwo energii.

A więc tyle o powiązaniu akcji z moim blogiem. Źródłem akcji było jednak coś jeszcze. Kilka tygodni po porodzie odwiedziłam moją lekarkę. Podczas rozmowy poruszyłyśmy temat uprawiania sportu w ciąży i ona podsumowała, że jej zdaniem kobiety w ciąży i po porodzie za mało ćwiczą. Martwiła się przede wszystkim tym, że wiele mam popada we frustrację, bo: a) często po porodzie zostaje jeszcze kilka kilogramów i  niestety b) przede wszystkim dlatego, że nie wiedzą, gdzie i w jaki sposób mogłyby poćwiczyć. I to był przyczynek do „Mamy W Ruchu”.

Wtedy obiecałam sobie, że zorganizuję akcję dla wszystkich mam i kobiet w ciąży, a jej zadaniem będzie pokazać, jakie są możliwości w tym zakresie, a także jakie dyscypliny i w jaki sposób mogą być uprawiane przez kobiety w ciąży i świeżo upieczone mamy. Zadaniem akcji miałoby być przede wszystkim odpowiedź na pytanie: „JAK faktycznie można wdrożyć to w życie?”. Bo łatwo powiedzieć kobiecie „Weź zrób coś z sobą. Idź poćwiczyć”. Ale to nie pomaga. Kiedy mama jest sama z maluchem, to przecież nie zostawi go w domu i nie pójdzie poćwiczyć. Albo ktoś ją zastąpi na godzinę czy dwie i pozwoli wyjść z domu, albo spróbuje uprawiać sport z dzieckiem. Akcja już się kończy, ale już teraz widać, jak wiele mam ćwiczy i jakie wspaniałe pomysły mają, aby wcielić to w życie. Dlatego akcja nie skończy się 31 maja, będzie trwać nadal i przypomnimy ją sobie ponownie podczas drugiej jej odsłony w połowie października.

Czy blogująca mama to zawód?

Blogująca mama to przyjemność, nie zawód. Chociaż podchodzę do tego zadania sumiennie i mobilizuję się jak do pracy. Blog bemam.pl utworzyłam będąc jeszcze w ciąży, bo planowałam, że przetestuję kilka rzeczy i będę mogła nie tylko motywować siebie, ale i dzielić się tym z innymi mamami. I faktycznie, daje mi to wiele radości. Dzięki BeMam poznaję ciągle mnóstwo ludzi, wspaniałe mamy i różne organizacje. Tutaj też mogę dać upust energii i konsekwentnie realizować moje pomysły na wsparcie mam, podkreślenie roli taty, sport. Niebawem też przyjdzie kolej na to, co chciałabym zrobić dla dzieci. Można powiedzieć, że się rozkręcam, a najwięcej motywacji daje mi myśl, że mogę w ten sposób pomóc innym.

9. A by Pani poradziła mamom, które już opiekują się maluchami i tym w ciąży, które obawiają się, że nie wyrobią „na kilku etatach”?

Matka może więcej! I jakimś cudem zawsze się wyrabia. Z chwilą, kiedy kobieta rodzi dziecko, zaczyna odkrywać w sobie nieskończone wręcz pokłady energii. Nigdy w życiu nie czułam w sobie takiej siły jak teraz, nigdy też wcześniej nie potrafiłam w tak doskonały i efektywny sposób zarządzać swoim czasem. To bycie mamą pozwoliło mi założyć bloga i zrozumieć, że dla mamy nie ma rzeczy niemożliwych.

I chciałabym, aby kobiety przestały być wobec siebie samokrytyczne i poczuły choć przez chwilę dumę z tego co robią. Sama też namawiam pracodawców do zatrudniania mam. Bo ta inwestycja się opłaca. Matka nie ma chwili do stracenia i dlatego zarządza swoim czasem mądrze, jest multizadaniowa i potrafi korzystać z tego, co ma z niesamowitą efektywnością, potrafi wyjść poza schemat i znaleźć wiele ciekawych rozwiązań, ma zdolności organizacyjne i świetnie zarządza swoim grafikiem,  jak mało kto potrafi być lojalna wobec pracodawcy i przede wszystkim jest zmotywowana, bo ma po co pracować. Mama „się wyrobi”!