Znacie to zdjęcie Marii Kang? – chyba nikogo nie pozostawiło obojętnym i choć autorka tłumaczy się, że nie chodziło jej o to, by kobiety po porodzie wyglądały tak jak ona, ale by zaczęły się ruszać i ćwiczyć, spadła na nią fala krytyki. Czy uzasadnionej, ciężko rozstrzygnąć jednoznacznie. Amerykanka twierdzi, że prowadzi własną firmę, fundację, ma trójkę dzieci, nie ma niani i znajduje czas na ćwiczenia oraz dietę. Australijka Taryn Brumfitt oskarżyła ją o promowanie niezdrowego ideału piękna. A wie o czym mówi, ponieważ również jako matka trójki dzieci wystartowała w konkursie na najlepszą sylwetkę sportową. Twierdzi, że znaczna utrata wagi wymagała od niej bardzo wielu wyrzeczeń oraz czasu na ćwiczenia i przygotowywanie dietetycznych posiłków. Wielogodzinne treningi to krew, pot i łzy. Jak sama mówi, to również poświęcenie masy czasu na zajmowanie się sobą, a nie dziećmi. Brumfitt zaakceptowała swoje ciało bez katorżniczej diety i ćwiczeń, a teraz uczy inne kobiety, jak mogą pokochać swoje ciała. Ale jednocześnie promuje zdrowy styl życia – ruch i właściwe odżywianie. W jej podejściu nie ma miejsca na zażynanie się. Z nią właśnie łatwiej mi się zgodzić. Ale zgadzam się też z Kang, że mając małe dzieci ma się bardzo wiele okazji do ruchu i ćwiczeń i za nic w świecie NIE TRZEBA zjadać resztek niedokończonych posiłków maluchów. Ja powiesiłam sobie jej plakat na lodówce – działa trochę jak łańcuch i kłódka.

Magda Szyszka-Bratkowska